​​​​​​​Kuloodporni bohaterowie

​​​​​​​Kuloodporni bohaterowie

Niekiedy ludzie na myśl o ampfutbolu wyobrażają sobie nieporadne kuśtykanie inwalidów za piłką. A później są w szoku jak to faktycznie wygląda. Nie wierzą, że chłopcy grają tak dynamicznie i tak widowiskowo – opowiada Mateusz Widłak, dzięki któremu dziesiątki pokrzywdzonych przez los chłopaków znów może realizować swoje sportowe marzenia. Najlepsi z nich osiągnęli właśnie historyczny sukces, zdobywając brązowe medale mistrzostw Europy w piłce nożnej osób po amputacjach kończyn!

Tekst: Bartosz Król

Nasza odmiana futbolu jest naprawdę efektowna. Gdy rozmawiam z ludźmi, którzy widzieli chociaż kilka ampfutbolowych spotkań, to podkreślają oni, że nie sposób się nudzić podczas takiego meczu. Bo u nas faktycznie cały czas coś się dzieje na boisku. Nie ma szachów, nie ma kalkulowania, które czasem można spotkać w piłce 11-osobowej – potwierdza słowa prezesa stowarzyszenia Amp Futbol Polska selekcjoner reprezentacji Polski w ampfutbolu, Marek Dragosz. – Wiadomo, że trochę determinują nas różnice w przepisach (więcej na ten temat w ramce – przyp. red.), ale struktura treningu co do zasady jest tak sama jak w futbolu, który wszyscy znamy choćby z Ligi Mistrzów. Są podobne podania, podobne schematy akcji, podwajanie czy też „szlifowanie” stałych fragmentów gry, aby zaskoczyć nimi przeciwnika. Filozofia tego treningu jest dla mnie identyczna jak w pracy z pełnosprawnymi zawodnikami. Jedyna różnica wynika z fizjologii i biomechaniki ruchu. Chodzi o fakt, że w tradycyjnej piłce siłę do szybkiego biegu generujemy w nogach, a w ampfutbolu kluczową rolę w tym aspekcie odgrywają ręce wsparte na kulach – dodaje.

Ampfutbol wymyślili Amerykanie i to już na początku lat 80. Co ciekawe, pierwotnie miał to być jedynie sposób na podtrzymania formy w okresie letnim przez grupę niepełnosprawnych narciarzy. Niejaki Don Bennett, który uważany jest za wynalazcę tego sportu, nie przypuszczał, że kilka dekad później wymyślony przez niego rodzaj aktywności będzie obecny na wszystkich kontynentach. Także w środkowej Europie, między Odrą a Bugiem, gdzie od prawie siedmiu lat konsekwentnie pracuje nad tym Widłak. - Zawsze chciałem się zajmować piłką, ale na ampfutbol trafiłem zupełnie przez przypadek. Dość powiedzieć, że za sprawą… filmu o piłce nożnej w Brazylii, który obejrzałem jeszcze w czasie studiów. Był w nim urywek poświęcony byłemu zawodnikowi Serie A, który stracił nogę w wyniku wypadku i trafił do drużyny ampfutbolowej. Jakiś czas później pisałem teksty dla jednego z portali i tytułem ciekawostki chciałem przybliżyć ten sport. W trakcie zbierania informacji zorientowałem się, że na świecie ampfutbol jest już mocno rozwinięty, a u nas ciągle nikt o nim nic nie słyszał. I tak w mojej głowie narodził się pomysł, aby zmienić ten stan rzeczy. Początkowo plan obejmował zorganizowanie jednego treningu, ale całe przedsięwzięcie bardzo szybko zaczęło się rozwijać – wspomina 31-latek z Warszawy. Pewnie nie stałoby się tak jednak, gdyby nie „błogosławieństwo” od małżonki. – Moja żona od początku mi kibicowała i trzymała mocno kciuki za mój pomysł. To była dla mnie bardzo ważne. Ze znajomych chyba mało kto wierzył, że coś z tego wyjdzie. A już na pewno nikt, i to łącznie ze mną, nie przypuszczał, że ampfutbol aż tak się u nas rozwinie w stosunkowo krótkim czasie – przyznaje absolwent fizjoterapii na Warszawskiej Akademii Medycznej oraz Centrum Studiów Latynoamerykańskich na Uniwersytecie Warszawskim.

– Jak ja trafiłem do ampfutbolu? To było tak dawno, że już nie pamiętam – śmieje się Dragosz. – Prezes twierdzi, że wybierał spośród dziesięciu osób, a ja mu zawsze z przekorą odpowiadam, że kandydatów było dziesięć, ale tysięcy. A tak już zupełnie na poważnie, gdy otrzymałem od niego maila, którego rozesłał do grona trenerskiego w Polsce, to pomysł od razu mi się spodobał. Lubię takie nietypowe, nowatorskie przedsięwzięcia. Lubię brać się za coś, co można stworzyć zupełnie od zera i odcisnąć na tym własne piętno. Dlatego też nie odpisałem na tego maila, a następnego dnia po prostu oddzwoniłem i umówiliśmy się na zorganizowanie pierwszego treningu za parę tygodni. Zajęcia doszły do skutku, a potem kolejne i tak odbywają się do dziś – relacjonuje 45-letni trener z Krakowa. Co znamienne, nie był to jednak dla niego pierwszy kontakt z ampfutbolem. – Od wielu lat prowadzę szkolenia dla trenerów, głównie z krajów tzw. piłkarskiego trzeciego świata w Afryce, Azji i Ameryce Środkowej. I właśnie w Sierra Leone po raz pierwszy zetknąłem się z ampfutbolem, choć nawet wtedy nie wiedziałem, że tak nazywa się ten sport. Po prostu zobaczyłem na jednej z tamtejszych plaż ofiary wojny, które korzystając z drewnianych kul z powodzeniem grały w piłkę na piasku. To było dwa lata przed wspomnianym mailem, który stał się przyczynkiem do powołania drużyny narodowej ampfutbolistów. Nie przypuszczałem, że sam wkrótce będę się zajmował tym sportem – podkreśla.

Dragosz jest posiadaczem trenerskiej licencji UEFA A i jako szkoleniowiec pracuje już blisko ćwierć wieku. Ale nie kryje, że na pierwsze zajęcia z ampfutbolistami jechał z małymi obawami. – Rzeczywiście była niepewność przed pierwszym treningiem. Nie do końca wiedziałem, jak mam się zachować i jak rozmawiać z tymi obcymi wówczas jeszcze facetami, którzy potracili nogi lub ręce. Do tej pory nie miałem problemu z opieprzeniem kogoś w szatni, a tu pojawiały się wątpliwości, czy takie zachowanie będzie na miejscu. Czy nie bardziej wskazane będzie kogoś pogłaskać i zachować anielski spokój, aby nikt nie poczuł się urażony. Generalnie jako społeczeństwo nie jesteśmy dojrzali do niepełnosprawności i dlatego ciągle jest jeszcze mnóstwo wstydu wokół tego tematu. Nikt o tym głośno nie mówi na szerszą skalę, a pojedyncze przypadki to jedynie promil całości – mówi były zawodnik m.in. Wisły Kraków.

Przysłowiowe pierwsze lody między trenerem a zawodnikami zostały jednak przełamane bardzo szybko. - Po 40 minutach, gdy zrobiliśmy pierwszą przerwę w zajęciach, usłyszałem w drużynie charakterystyczną dla piłkarskiej szatni szyderę, którą uwielbiam, i wtedy już wiedziałem, że to jest miejsce dla mnie – zarzeka się Dragosz, dla którego najpiękniejsza w tej pracy jest „niczym nieskażona miłość do sportu, którą przejawiają zawodnicy”. – Jak na razie nie krąży jeszcze wokół nas horda agentów, więc sprawy finansowe są zdecydowanie na drugim planie – wyjaśnia. Choć oczywiście bardzo by chciał, aby każdy z jego podopiecznych mógł w przyszłości utrzymać się z gry w ampfutbolu. Tak dzieje się w przypadku między innymi zawodników w Turcji. – A co jest najtrudniejszego? Chyba fakt, że jest to sport wciąż niedoceniany. Należę do tych osób, które zawsze zadają sobie pytanie: co dalej? Po ostatnim mundialu w Meksyku, gdy jako „czarny koń” zajęliśmy czwarte miejsce, wszyscy chwalili nas i klepali po plecach. No i super, tyle że po okresie ogólnej euforii nie wydarzyło się tyle, ile by mogło. Nasza dyscyplina stale się w Polsce rozwija, ale mam nieodparte wrażenie, że mogłaby bardziej – tłumaczy doświadczony szkoleniowiec.

W podobnym tonie wypowiada się Widłak. – Niewiele osób o tym wie, ale przez te sześć lat miałem różne chwile zwątpienia. Rozwijanie ampfutbolu w Polsce daje mi mnóstwo satysfakcji, lecz po poprzednich mistrzostwach świata byłem bliski, aby dać sobie z tym spokój. W tamtym okresie miałem po prostu za dużo obowiązków i ciężko mi było pogodzić ampfutbol z pracą zarobkową oraz rodziną. Permanentny brak czasu wywoływał u mnie narastającą frustrację, ale ostatecznie zawodnicy przekonali mnie, abym został – mówi. Widłak zrezygnował ze „zwykłej” pracy i od tamtego czasu ampfutbolem zajmuje się na pełny etat. – A raczej co najmniej półtora etatu, gdyby liczyć wszystkie godziny, które na to przeznaczam – oświadcza z uśmiechem. – Czuję jednak, że doszedłem do momentu, w którym więcej już w pojedynkę nie dam rady osiągnąć. Mam poczucie, że przydałoby się jeszcze kilka par rąk do pracy, bo naprawdę jest co robić – dodaje już z zupełnie poważną miną.

– Funkcjonujemy dzięki życzliwości wielu firm oraz instytucji, ale tych środków cały czas brakuje. Nieustannie się rozwijamy i chcemy dalej rozwijać, ale bez nowych sponsorów nie będzie to możliwe. Dlatego szukamy ich, pukając do różnych drzwi. Na pewno nie byłoby ostatnich wyników, gdyby nie dofinansowanie z Ministerstwa Sportu i Turystyki, które otrzymujemy już od kilku lat. Nieoceniona jest też pomoc naszego sponsora głównego oraz kilku innych podmiotów, które wspierają nas na zasadzie barteru. Ponadto składamy wnioski o rozmaite dotacje, jak choćby przy organizacji turniejów. Każda kwota jest przydatna, bo sam udział w tegorocznych mistrzostwach Europy w Turcji kosztował nas około 90 tysięcy złotych. Nie muszę chyba dodawać, że start w przyszłorocznych mistrzostwach świata w Ameryce Południowej będzie nas kosztował jeszcze więcej. A do tego dochodzą jeszcze wydatki związane z samymi przygotowaniami – wylicza ojciec polskiego ampfutbolu.

Widłak i Dragosz zdają sobie jednak sprawę, że reprezentacja seniorów to tylko wierzchołek góry lodowej. - Za każdym razem, gdy uda nam się zrobić jakiś fajny wynik, bardzo się cieszę i mam wielką satysfakcję, ale jednocześnie pojawia się u mnie zapytanie: co zrobimy z tym zwycięstwem? Bo nie jest sztuką udzielić kilku wywiadów i wrzucić parę wzruszających zdjęć do mediów społecznościowych. Na pewno będziemy się dalej rozwijać jako reprezentacja, ale to jest tylko jedna strona medalu. Druga to właśnie wyciągnięcie z domów niepełnosprawnych ludzi, a zwłaszcza dzieciaków i młodzieży. I to jest nasza naczelna rola – zaznacza ten drugi.

– Mecz finałowy podczas październikowych mistrzostw Europy w Turcji oglądało, uwaga, 46 tysięcy ludzi. Poza stadionem zostało kolejne 20 tysięcy osób, które nie zmieściły się już na trybunach. W Turcji jest jednak w pełni zawodowa liga ampfutbolu, której mecze są transmitowane w telewizji, a tamtejsze kluby dokonują międzynarodowych transferów, sprowadzając wyróżniających się zawodników z innych krajów. Ale to nie tłumy na widowni zapamiętałem stamtąd najbardziej. Obrazek z Turcji, którego nigdy nie zapomnę jest taki, że stał przed stadionem pełnosprawny dzieciak i on nie miał koszulki z Messim czy Ronaldo. On miał trykot z nazwiskiem niejakiego Fatiha, który jest kapitanem reprezentacji ampfutbolowej – opisuje Dragosz. – Inna sprawa, że dla tamtejszych niepełnosprawnych dzieciaków sport jest sposobem na ich aktywizację, swoistą terapią. One bardzo szybko trafiają na basen, zaczynają grać w koszykówkę na wózkach czy właśnie w ampfutbol. Chodzi o to, aby wyciągnąć je z domu. Tymczasem w Polsce ciągle ma miejsce, jak to mówię, chowanie niepełnosprawnych dzieci do szafy. I obawiam się, że niestety, ale szybko zdania nie zmienię.

Zdaniem Dragosza do poprawy sytuacji potrzebne są odpowiednie rozwiązania systemowe. – Bez należytego wsparcia właściwych ministerstw i innych instytucji ciężko będzie uzyskać upragniony cel. W przypadku ampfutbolu bez wątpienia bardzo pomogłoby włączenie go w poczet sportów paraolimpijskich. To byłaby wielka sprawa i bardzo mocny kopniak do jeszcze bardziej intensywnego rozwoju. Dyscyplina paraolimpijska ma swoje prawa i przywileje. Łatwiej jest ją promować i łatwiej jest ją rozwijać od strony czysto sportowej. To jest ogromne moje marzenie. I myślę, że realne do spełnienia, bo już teraz w kalendarzu paraolimpijskim jest dużo znacznie bardziej niszowych sportów. Z 2020 rokiem może być jeszcze problem, lecz w 2024 roku powinno się udać – zastanawia się „Dragi”.

– Bardzo chciałbym, aby wywalczony w Turcji medal przyczynił się do powstania nowych ośrodków na ampfutbolowej mapie kraju. Ale jestem realistą i wiem, że nie jest to takie proste. Musi być spełnionych bardzo wiele warunków, aby tak się stało. Ktoś chce stworzyć klub, ale ma tylko czterech zawodników. Inny ma dużo więcej chętnych, lecz brakuje mu pieniędzy. I tak dalej – mówi selekcjoner naszej kadry. – Mogę sobie tylko życzyć, aby tych nowych klubów przybywało. Bo przecież posiadanie po trzech dobrej klasy zawodników na każdą pozycję to ból głowy, którego pragnie każdy trener. Na pierwszych treningach kadry była garstka ludzi i na comiesięczne konsultacje przyjeżdżali wszyscy, którzy chcieli grać. Ale im więcej było zgłoszeń i im więcej klubów powstawało, tym selekcja stawała się coraz ostrzejsza. Dla każdego trenera to wymarzona sytuacja, kiedy ma pole wyboru i ze mną nie jest inaczej – dodaje Dragosz.

W minionym sezonie w ekstraklasie grało pięć klubów: cztery z Polski i Niemcy z Hoffenheim. Na razie trudno jeszcze stwierdzić, ile ekip stanie do przyszłorocznej rywalizacji. – W istniejących już zespołach dużo się bowiem dzieje, a w kilku miastach trwają przymiarki do stworzenia zupełnie nowych drużyn. Będę zadowolony, gdy liczba uczestników ekstraklasy wzrośnie chociaż o jeden klub, lecz tak naprawdę wiele wariantów wchodzi w grę. Zainteresowanie dołączeniem do naszych rozgrywek wykazują bowiem między innymi… Irlandczycy. Nie wiemy też do końca, co z Niemcami, którzy próbują utworzyć własne rozgrywki. Aby jednak tak się stało, gotowe do gry powinny być minimum cztery kluby, a na razie są trzy. Najbliższe tygodnie powinny wiele wyjaśnić – zapowiada Widłak. – Non stop pracujemy nad tym, aby powstawały nowe kluby. Każda nowa drużyna w rozgrywkach o mistrzostwo kraju to dodatkowy impuls do rozkwitu całej dyscypliny. To samo można też powiedzieć o otwieraniu kolejnych akademii młodzieżowych. Optymalnie, gdybyśmy mieli teraz minimum trzy takie ośrodki: jeden na północy, drugi na południu i trzeci w centrum. Na razie mamy jednak tylko jeden, w Warszawie. A tamtejsze dzieciaki, których jest już prawie pół setki, coraz bardziej chciałyby mieć z kim rywalizować. Pod tym względem niedoścignionym wzorem pozostaje dla nas Anglia, gdzie ligowe zmagania toczą się w kilku kategoriach wiekowych na kilku poziomach…

Dla Widłaka niedawny czempionat w Turcji wiązał się z ogromnym stresem. – To były nieprawdopodobne wręcz nerwy, ledwo przeżyłem ten mecz o brąz z Hiszpanami. Bardzo dużo zależało od tego spotkania. W półfinale przegraliśmy ze świetnie dysponowanymi gospodarzami i ostatnie starcie stało się dla nas takim z gatunku „o wszystko”. Po czwartym miejscu na ostatnim mundialu nikt nie byłby już zadowolony z kolejnego czwartego miejsca. Medal to medal. To na niego chłopcy pracowali przez cały rok i pewnie dlatego temu decydującemu meczowi towarzyszyła tak duża presja. Na tzw. papierze mamy lepszy zespół od Hiszpanów, ale na boisku długo nie było tego widać. W dogrywce też zbyt długo nie cieszyliśmy się dwubramkowym prowadzeniem i dopiero ostatnia akcja przesądziła o losach potyczki – te słowa sternik polskiego ampfutbolu wypowiada z takim przejęciem, jakby dotyczyły one wydarzeń dosłownie wczorajszych, a nie sprzed kilku tygodni. – Radość była ogromna. Istny szał. Dla takich chwil warto pracować. One z nawiązką wynagradzają cały wysiłek – dorzuca już spokojniejszym głosem. Ale na odcinanie kuponów od sukcesu nie ma czasu. – Jest wręcz przeciwnie. Końcówka roku to bardzo gorący okres. Staramy się wykorzystać ogólny entuzjazm związany z medalem naszych chłopaków. Zwłaszcza że dużo firm jest właśnie na etapie dopinania budżetu na przyszły rok i szybko nie będzie równie dogodnego momentu na jakiekolwiek biznesowe rozmowy – mówi prezes.

W swoich działaniach Widłak stara się oczywiście w miarę możliwości korzystać z rozwiązań sprawdzonych już w innych krajach. – Turcja jest wzorem pod względem ilości klubów i zawodników. Oni mają tam wszystko niesamowicie poukładane. Ale pocieszamy się, że osoby odpowiedzialne tam za ampfutbol to tacy sami ludzie jak my. Mają jednak bardzo duże wsparcie krajowego związku piłkarskiego, odpowiedniego ministerstwa oraz mediów. Miło nam jednak słyszeć, że oni cenią sobie z kolei naszą robotę. To szalenie budujące – nie ukrywa. - Anglia stanowi dla nas z kolei wzór w dziedzinie współpracy z klubami piłkarskimi. W tamtejszej lidze ampfutbolowej występują bowiem takie firmy jak Manchester City, Arsenal, Everton czy Portsmouth. I to są faktycznie jakby sekcje tych utytułowanych klubów. Od Anglików oraz Irlandczyków sporo uczymy się również w kwestiach juniorskich. Z drugiej strony, coraz więcej federacji to właśnie nas podpytuje o szkolenie czy promocję ampfutbolu, bo podobają im się nasze działania. Widzą, że nie próżnujemy…

– Chylę czoła przed Mateuszem, bo wykonał tytaniczną robotę przez ostatnie lata. Bez niego na pewno nie moglibyśmy konkurować już teraz z zespołami, które mają dużo dłuższą historię i znacznie większy budżet. Pamiętajmy bowiem, że ampfutbol w Polsce liczy sobie sześć lat, a na świecie pierwsze drużyny powstawały już 30 lat temu. Tak olbrzymi przeskok sportowy nie byłby możliwy bez zaplecza organizacyjnego, o które zadbał nasz prezes. Oby tylko tej chęci do pracy starczyło mu jak najdłużej – chwali prezesa Dragosz. – Wprawdzie z Mateuszem mamy różne charaktery i wielokrotnie zdarza nam się spierać o różne rzeczy, ale to wszystko odbywa się z pożytkiem dla polskiego ampfutbolu. Wychodzę z założenia, że to dobrze, iż ludzie się kłócą, bo to znaczy, że im na czymś zależy – wyjaśnia selekcjoner, który dla swoich kadrowiczów „stara się być jak ojciec, który generalnie jest spokojny, ale gdy trzeba kogoś postawić do pionu, potrafi to zrobić bardzo brutalnie”.

Bo jak w każdej drużynie, tak i w zespole prowadzonym przez Dragosza ma miejsce rotacja. – Ona musi być, bo bez tego nie da się robić kolejnych kroków naprzód. Ostatnio już dawno nikt nie zrezygnował sam z siebie, częściej to ja z kogoś rezygnuję z powodu wyraźnego spadku formy sportowej. Nie zapominajmy, że mówimy o drużynie narodowej, która na mecze wybiega w koszulkach z orzełkiem na piersi i słucha „Mazurka Dąbrowskiego”. Tu nikt nie gra za zasługi, liczy się tylko aktualna forma sportowa – wskazuje opiekun biało-czerwonych. Nikomu też Dragosz nie patrzy w metrykę. – Jeśli tylko jestem przekonany, że drużyna będzie miała z tego korzyść, to bez wahania powołuję tak nastolatków, jak i zawodników, którzy zbliżają się do czterdziestki. Choć nie da się ukryć, że jak w tradycyjnym futbolu, tak i tutaj dominują gracze w wieku 20-35 lat – mówi.

Podopieczni Dragosza, niczym wybrańcy Adama Nawałki, nad formą pracują każdego dnia. I to dosłownie. – Zawodnicy objęci centralnym szkoleniem, których obecnie jest około 20, podczas comiesięcznych dwudniowych zgrupowań dostają indywidualne plany treningowe na najbliższe cztery tygodnie. Jadą do domu z rozpiską „dzień po dniu”, a ja systematycznie śledzę ich postępy za pomocą specjalnej platformy internetowej – informuje nas trener ampfutbolistów. – W ramach przygotowań do imprez mistrzowskich i urozmaicenia cyklu treningowego, tak samo jak wszystkie zespoły piłkarskie, bierzemy też udział w turniejach towarzyskich i gramy mecze sparingowe. Z dumą mogę powiedzieć, że odbywający się co roku w Warszawie turniej Amp Futbol Cup jest już najlepiej zorganizowaną tego typu imprezą w całej Europie. Za każdym razem przyjeżdża do nas pięć bardzo mocnych drużyn, dzięki czemu poziom zmagań jest naprawdę wysoki. Wspomniany turniej odbywa się zawsze na obiekcie przy ulicy Kawęczyńskiej w Warszawie, a zgrupowania odbywamy na Bemowie w ośrodku przy ulicy Księcia Bolesława. Mamy tam do dyspozycji zarówno boisko pod balonem, jak i otwarte, przez co możemy spokojnie pracować niezależnie od pogody. Na miejscu mamy też nocleg i pyszne jedzenie, co też jest istotne. To nasza sprawdzona miejscówka, gdzie czujemy się jak w domu – zapewnia.

Bodaj najtrafniej obecną reprezentację opisał jeden z zawodników, którego akurat zabrakło teraz na mistrzostwach Europy. Jak to ujął: „każda z tych osób jest odrębną indywidualnością z własną historią i mocną osobowością, lecz mimo to, udało się z tych wyrazistych jednostek stworzyć kapitalną drużynę”. – To właśnie zgrany kolektyw jest największym atutem tego zespołu. W szatni panuje znakomita atmosfera, co przekłada się na niebywałą chęć wspólnego tworzenia czegoś wielkiego – przytakuje Dragosz. A Widłak zwraca uwagę, że ampfutbolowa reprezentacja to w istocie cały przekrój społeczny. – Tych chłopaków łączy miłość do futbolu, ale ich życiorysy są bardzo zróżnicowane. Najmłodsi kadrowicze zwykle albo jeszcze chodzą do szkoły, albo już studiują. Ci starsi z kolei albo utrzymują się z prostych prac fizycznych, albo pracują umysłowo. Mamy chłopaka, który jest menedżerem w międzynarodowej korporacji i odpowiada za kilka krajowych rynków. Są też właściciele mniejszych lub większych firm, a także… bezrobotni, którzy aktualnie utrzymują się z zasiłków. W ślad za tym idą też różne zainteresowania pozapiłkarskie – argumentuje założyciel Amp Futbol Polska.

Kolektyw kolektywem, ale każda dobra drużyna powinna mieć w składzie co najmniej kilka gwiazd, które napędzą ją w kluczowych sytuacjach. Reprezentacja Polski w ampfutbolu nie jest wyjątkiem i w jej szeregach też można wymienić kilka wiodących postaci. – Do gwiazd reprezentacji trzeba zaliczyć choćby Bartosza Łastowskiego, który jest jeszcze nastolatkiem, a znają go już na całym świecie. Ksywa „Messi” wiele chyba zresztą wyjaśnia. Co ciekawe, mówią tak na niego nawet Argentyńczycy. Jego sposób gry jest bardzo widowiskowy, bo Bartek lubi dryblować i trzyma piłkę blisko przy nodze. On uwielbia robić show na boisku i potwierdził to podczas mistrzostw w Turcji, zdobywając tytuł króla strzelców. Choć przed samym turniejem wszyscy mocno się o niego obawialiśmy, bo wydawało się, że nie jest w formie. Na szczęście „wystrzelił” w odpowiednim momencie i z dużą przewagą wygrał klasyfikację najskuteczniejszych. Bartek miał już kilka ofert z klubów tureckich i być może w końcu zdecyduje się na przyjęcie jednej z propozycji – oznajmia Widłak.

Innym filarem naszej kadry jest Mateusz Kabała, który gra na środku pomocy. – To prawdziwe płuca zespołu. O jego niebagatelnej roli w zespole świadczą nie tylko statystyki, bo wykonuje na boisku także dużo tzw. czarnej roboty. Bez niego trudno sobie obecnie wyobrazić naszą drużynę. Wielki wpływ na grę ma też Przemek Świercz, który występuje na środku obrony. Przez długi czas był kapitanem biało-czerwonych i dopiero teraz, przed turniejem w Turcji, chłopaki postanowili przekazać opaskę Mateuszowi Kabale. Przemek potrafi bardzo dobrze zmotywować drużynę tak w szatni, jak i na boisku. To także opoka naszej linii defensywnej – komplementuje kolejnych kadrowiczów Widłak. – Z najmłodszych graczy na wyróżnienie zasługują jeszcze Krystian Kapłon i Jakub Kożuch, który w minionym sezonie był królem strzelców ekstraklasy i został wybrany też jej najlepszym zawodnikiem. Obaj mogą zrobić naprawdę fajne kariery na poziomie międzynarodowym. Wprawdzie w Turcji Kuba zagrał nieco poniżej swojego normalnego poziomu, ale to on okazał się dżokerem z prawdziwego zdarzenia, gdy w dogrywce meczu o brąz zaliczył dwie asysty i zdobył bramkę, która przypieczętowała brązowe medale dla naszej ekipy

– Jeśli mówimy o polskiej szkole bramkarskiej, to jest ona obecna również w ampfutbolu. Głównie za sprawą trenera Marka Dragosza, który specjalizuje się w szkoleniu bramkarzy i za granicą jest chyba nawet bardziej ceniony niż w Polsce. W każdym razie w naszej kadrze nigdy nie mieliśmy problemów z obsadą bramki. Początkowo podstawowym golkiperem był „Dziadek”, czyli Marek Zadębski. Teraz zmaga się on z kontuzjami, a między słupkami dzielnie zastępował go Jakub Popławski, który na dzień gra na skrzydle w czwartoligowej Mazovii Mińsk Mazowiecki. Bardzo duży potencjał ma też Łukasz Miśkiewicz, który po wielu fantastycznych interwencjach został nawet wybrany najlepszym bramkarzem mistrzostw w Stambule – opowiada dalej szef Amp Futbol Polska.

Należy dodać, że ze względu na przyczynę niepełnosprawności zawodników naszej kadry można podzielić na trzy grupy. – Pierwsza to ofiary wypadków komunikacyjnych (motocyklowych i samochodowych) plus górnicy, którzy mieli wypadek pod ziemią, oraz osoby, które utraciły kończyny wskutek działania maszyn rolniczych bądź przemysłowych. Do tej grupy zaliczają się też „elektrycy”, czyli chłopaki, których poraził prąd. Drugą grupę stanowią zawodnicy z wadami wrodzonymi, a trzecią tzw. rakowcy, czyli osoby, u których przeprowadzono amputację z powodu stwierdzonego nowotworu kości – mówi Widłak.

– Kiedyś rozmawiałem z pewną dziennikarką, która w luźnej rozmowie przy kawie, gdy już dyktafon był wyłączony, zapytała mnie jak prywatnie postrzegam swoich kadrowiczów. No więc odpowiadam jej, że zupełnie normalnie, bo oni przecież też mają pracę, rodziny, dzieci. A ona osłupiała. Nie mogła uwierzyć, że tak można. No cóż, wszystko mi wtedy opadło. I już nawet nie chciało mi się tłumaczyć, że mówimy o ludziach, którzy w moim odczuciu są dużo bardziej sprawni od nas. Ale ten stereotyp niepełnosprawnego w Polsce jako niezdary, która z niczym sobie nie radzi, nie bierze się z niczego. Dlatego tym bardziej zapraszam na mecze ampfutbolu, żeby wyrobić sobie własne zdanie w tej materii – zachęca Drogosz.

Widłak również nie kryje, że jest jeszcze dużo do zrobienia jeśli chodzi o świadomość społeczną w dziedzinie ampfutbolu. – Na szczęście nasza idea jest już coraz lepiej rozpoznawalna. Wiele osób nie kojarzy jeszcze samego słowa „ampfutbol”, ale doskonale wie co to jest „piłka nożna o kulach”. Bo gdzieś słyszeli o nas w radio albo widzieli jakiś urywek meczu w telewizji – mówi. – Dlatego też bardzo chciałem, aby już tegoroczne mistrzostwa Europy odbyły się w naszym kraju. Na pewnym etapie wycofaliśmy się jednak ze starań o prawo organizacji turnieju ze względów finansowych. Teraz nastawiamy się na to, aby gościć w Polsce kolejne mistrzostwa Europy, które odbędą się w 2020 roku. Ciekawą imprezą są też oczywiście mistrzostwa świata, ale ich koszt jest jeszcze wyższy. Dlatego na razie myślimy o Euro 2020. Turcy w tym roku postawili organizacyjną poprzeczkę naprawdę wysoko, ale nie wątpię, że jesteśmy w stanie przygotować równie fajny turniej – twierdzi.

Pomóc w tym powinna także coraz lepsza współpraca stowarzyszenia z PZPN-em. – Przez te sześć lat mieliśmy lepsze momenty i gorsze, ale ostatnio nie możemy narzekać. Niebawem spotkamy się, aby porozmawiać o nowej umowie, na 2018 rok. Jestem przekonany, że ta kooperacja z roku na rok będzie jeszcze bardziej owocna. Zwłaszcza że sama UEFA zwraca coraz większą uwagę na piłkę nożną osób po amputacjach kończyn – przyznaje Widłak. Jedno jest pewne: jemu i Markowi Dragoszowi należą się wielkie brawa za to co robią. Przede wszystkim jednak aplauz powinien być skierowany w stronę samych zawodników. To prawdziwi twardziele, którzy „grają bez nóg, ale z jajami” – jak głosi powiedzenie, które weszło już do klasyki gatunku.  

– Co racja, to racja. Jeśli ktoś szuka miejsca, w którym zawodnicy angażują sto procent siebie i czują się odpowiedzialni za kraj, który reprezentują, to niech zainteresuje się losami naszego zespołu. Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że kule trzeszczą na boisku od pierwszego do ostatniego gwizdka. Tu wbrew pozorom nikt nie odstawia głowy, nogi, ręki. Możemy przegrać jakiś mecz, ale nigdy nie przyjdziemy do szatni z poczuciem, że daliśmy d*** – kończy „Dragi”.

 

RAMKA

PRZEPISY AMPFUTBOLU

Mecze odbywają się na boisku o wymiarach 40 x 60 metrów. Bramki mają 2,2 metra wysokości i 5 metrów szerokości. Pole karne ma kształt prostokąta o wymiarach 10 x 6 metrów. Punkt wykonywania rzutu karnego znajduje się 7 metrów od środka bramki, czyli metr poza polem karnym. Mecze trwają 2 x 25 minut (plus 10 minut przerwy pomiędzy połowami). Każdy z trenerów może poprosić o regulaminową przerwę jeden raz na połowę meczu, lecz nie może ona trwać dłużej niż 60 sekund. W fazie pucharowej dogrywka trwa 2 x 10 minut (lub stosowana jest zasada „złotej bramki”). W czasie dogrywki opiekunom poszczególnych drużyn także przysługuje prawo skorzystania z minutowej przerwy raz na połowę. Drużyny na boisku liczą po 6 zawodników z pola plus bramkarz. Zmiany odbywają się w systemie „hokejowym" - w dowolnym momencie za pozwoleniem sędziego, ale nie więcej niż dwie jednocześnie. Zawodnikami z pola mogą być osoby po jednostronnej wadzie lub amputacji kończyn dolnych, bramkarzami – górnych.

W trakcie meczu nie obowiązuje w grze przepis o „spalonym”. Surowo zabronione są wślizgi, ich wykonanie karane jest przez sędziego rzutem wolnym bezpośrednim. Bramkarz nie może w trakcie gry opuszczać pola karnego, a jeżeli to uczyni, to dyktowany jest rzut karny dla przeciwnika, a golkiper zostaje wykluczony z gry. Jeśli bramkarz trzyma rękę na piłce, a piłka ta jest na podłożu, to zawodnik drużyny atakującej nie może go atakować. Podczas wykonania rzutów wolnych pośrednich oraz bezpośrednich zawodnicy drużyny broniącej muszą znajdować się minimum 6 metrów od piłki. Podczas wykonywania rzutu karnego wszyscy gracze – oprócz oczywiście bramkarza i strzelającego – również muszą znajdować się co najmniej 6 metrów od piłki.

Zagrania kulą mogą być pojedyncze i tylko przypadkowe. Każde inne zagranie kulami, które są umownymi przedłużeniami rąk, traktuje się jak zagranie piłki ręką (w tym zagranie kikutem). Zagranie piłki kulą w polu karnym w celu zatrzymania strzału karane jest rzutem karnym, a dotknięcie piłki kulą w celu jej opanowania skutkuje rzutem wolnym bezpośrednim w obrębie pola karnego. Celowy faul kulą łokciową karany jest rzutem karnym dla rywala i wykluczeniem z gry.

Podczas wznowienia od bramki piłkę do gry może wprowadzić bramkarz lub jeden z graczy z pola (piłka musi znajdować się w polu karnym). Piłka jest w grze w momencie, gdy opuści pole karne. Wrzuty z autu wykonywane są z ziemi, tak jak rzuty wolne pośrednie (przy czym piłka musi znajdować się na linii bocznej boiska). Przy wznowieniu od bramki po aucie bramkowym bramkarz nie może wybić piłki poza własną połowę boiska – może to zrobić dopiero po rozegraniu piłki z partnerem z drużyny (przepis ten oczywiście nie obowiązuje podczas trwania akcji, gdy bramkarz interweniuje i piłka nie opuści placu gry poza linię bramkową).

 

RAMKA 2

DOTYCHCZASOWI MEDALIŚCI MISTRZOSTW POLSKI W AMPFUTBOLU

2015 Husaria Kraków Gryf Szczecin GKS Góra

2016 Husaria Kraków GKS Góra Lampart Warszawa

2017 Husaria Kraków Gloria Varsovia Kuloodporni Bielsko-Biała

 

RAMKA 3

KLASYFIKACJA KOŃCOWA OSTATNICH (TEGOROCZNYCH) MISTRZOSTW EUROPY

1. Turcja

2. Anglia

3. Polska

4. Hiszpania

5. Włochy

6. Irlandia

7. Francja

8. Rosja

9. Niemcy

10. Gruzja

11. Belgia

12. Grecja

 

RAMKA 4

NAJLEPSZA „16” KOŃCOWA OSTATNICH (UBIEGŁOROCZNYCH) MISTRZOSTW ŚWIATA

1. Rosja

2. Angola

3. Turcja

4. Polska

5. Argentyna

6. Uzbekistan

7. Haiti

8. Brazylia

9. Włochy

10. Anglia

11. Japonia

12. USA

13. Meksyk

14. Francja

15. Salwador

16. Niemcy

Zobacz także
Poranna kawa. Fatalny mecz Lechii z Legią i wymęczona wygrana Realu

Poranna kawa. Fatalny mecz Lechii z Legią i wymęczona wygrana Realu

Puchar Copa Libertadores dla River Plate!

Puchar Copa Libertadores dla River Plate!

Remis w hicie kolejki. Lechia i Legia dzielą się punktami

Remis w hicie kolejki. Lechia i Legia dzielą się punktami

Remis na zakończenie 15. kolejki Serie A

Remis na zakończenie 15. kolejki Serie A

Wisła Kraków uratowana?!

Wisła Kraków uratowana?!

Zobacz więcej
Ronaldo: Nigdy nie obawiałem się rywalizacji z Messim

Ronaldo: Nigdy nie obawiałem się rywalizacji z Messim

Szymański: Jak na hit kolejki, to sytuacji bramkowych trochę zabrakło

Szymański: Jak na hit kolejki, to sytuacji bramkowych trochę zabrakło

Poranna kawa. Fatalny mecz Lechii z Legią i wymęczona wygrana Realu

Poranna kawa. Fatalny mecz Lechii z Legią i wymęczona wygrana Realu

Puchar Copa Libertadores dla River Plate!

Puchar Copa Libertadores dla River Plate!

Remis w hicie kolejki. Lechia i Legia dzielą się punktami

Remis w hicie kolejki. Lechia i Legia dzielą się punktami

Remis na zakończenie 15. kolejki Serie A

Remis na zakończenie 15. kolejki Serie A

Polecamy
Wielki klub zgłasza się po Krychowiaka! Jest oferta!

Wielki klub zgłasza się po Krychowiaka! Jest oferta!

Kibice Lecha proponują Peszce alkohol podczas meczu [WIDEO]

Kibice Lecha proponują Peszce alkohol podczas meczu [WIDEO]