Niedziela w Ekstraklasie

0
92

W niedziele, zgodnie z tradycją, zagrali nasi pucharowicze, którzy walczą w eliminacjach do Ligi Europy. Gra w pucharach różnie wpływała na wyniki w lidze, jeśli chodzi o polskie ekipy. Arka, Jagiellonia i Lech pokazały nam różne oblicza reprezentantów w Europie. Niezmęczona jeszcze meczami w eliminacjach Arka dobrze pokazała się przed swoją publicznością, a będące po kilku meczach Jagiellonia i Lech męczyły się ze swoimi rywalami. Zapraszam na relacje z niedzielnych spotkać I kolejki Ekstraklasy.

Strzelali najniżsi

Mecze Arki Gdynia ze Śląskiem Wrocław zazwyczaj nie bywały nudnymi meczami. Jednak po pierwszej połowie mogło się wydawać, że tym razem będzie inaczej. Obydwie ekipy głównie skupiły się na grze w środku pola, sam sędzia często sięgał też po gwizdek. Po stronie gospodarzy najlepsze okazje mieli Grzegorz Piesio w minucie spotkania oraz kilka minut później Yannick Sambea. W obu przypadkach dobrze interweniował młodzieżowy reprezentant Polski Jakub Wrąbel. W ekipie gości dobrze sprawował się ściągnięty tego lata Jakub Kosecki. Były piłkarz Legii Warszawa był bliski zdobycia gola pod koniec pierwszej połowy, ale jego strzał minimalnie minął bramkę Pavela Steinborsa.

Druga połowa była już o wiele ciekawsza. Na samym jej początku byliśmy świadkami dobrej wymiany ciosów. Wpierw Kosecki zagrał świetną piłkę na pole karne do Arkadiusza Piecha, ale ten w dogodnej sytuacji uderzył wprost w ręce bramkarza, następnie zaatakowała Arka, lecz ostatecznie strzał z główki w wykonaniu Rafała Siemaszki minął poprzeczkę bramki strzeżonej przez Wrąbla. W drugiej odsłonie gry Arka rosła siłę z minuty na minutę. W 55 minucie przed dobrą szansą stanął Michał Nalepa, ale strzał wychowanka gdynian dobrze wybił Piotr Celeban. W dalszej części gry kibice żółto-niebieskich odpalili środki pirotechniczne. I można powiedzieć, że odpalili ich piłkarze. Świetną piłkę na lewej flance otrzymał Warcholak, który umiejętnie ją przytrzymał, a następnie odegrał do wbiegającego Marciniaka. Ten zacentrował tak skutecznie, jak w finale Pucharu Polski, piłka dotarła do najniższego na placu boju Patryka Kuna, który nie dał szans Wrąblowi. Arkowcy chcieli pójść za ciosem, Śląsk chciał się odgryźć. Lepiej wyszło tym pierwszym. W 78 minucie piłkę na własnej połowie po niecelnym podaniu Lyszczarza przejął Nalepa. 22-latek miał przed sobą puste pole i niczym Angulo dzień wcześniej w meczu z Legią popędził na bramkę gości. Tam miał przed sobą bramkarza Śląska, którego minął zejściem do środka,  a następnie posłał piłkę do pustej bramki. Śląsk już nie miał pomysłu na dalszą grę, a Gdynianie mogli się cieszyć z udanej inauguracji sezonu.

 

Szczęśliwe zwycięstwo Jagiellonii

Kto spodziewał się łatwego zwycięstwa wicemistrza Polski po dobrych występach w Europie, ten mocno się przeliczył. W pierwszej połowie to gospodarze byli kilkukrotnie bliscy zdobycia bramki. Już na samym początku spotkania Stefanik mógł się cieszyć z gola, ale fantastyczną obroną popisał się Kelemen. Niecieczanie napierali i często znajdowali się na połowie rywali. Kilka razy próbowali zagrań z boku pola karnego, które były natychmiast zgrywane do pola bramkowego.  Ale bezskutecznie. Natomiast ekipa Ireneusza Mamrota w pierwszej połowie nie zagroziła zbytnio bramce strzeżonej przez Jana Muchę.

Dopiero w drugiej połowie udało się ekipie z Podlasia osiągnąć cel. Piłkę przez polem karnym zgarnął Cernych, po czym oszukał Kamila Słabego. Były defensor Sandecji chciał ratować sytuację faulem, na jego nieszczęście już w polu karnym. Sędzia wskazał na 11 metr, a stamtąd pewnie karnego na bramkę zamienił Sekulski. Termalnica szukała wyrównania. Bardzo blisko był Bartosz Śpiączka, którego strzał z główki wylądował ostatecznie na słupku. Na tej samej części bramki zakończył się strzał z drugiej strony w wykonaniu Fiodora Cernycha. Zwłaszcza ofensywny gracz Jagielloni był bardzo aktywny tego dnia na boisku i w drugiej połowie wielokrotnie to on stanowił o sile ofensywnej drużyny trenera Mamrota, tworząc wiele akcji na połowie gospodarzy. Ostatecznie Jaga wygrała skromnie 1:0 na ciężkim terenie i wraca do domu z kompletem punktów.

 

Sandencja z pierwszym punktem!

Obydwaj tegoroczni beniaminkowie na inaugurację zagrali z klasowym rywalem, obydwa kluby były skazywane na pożarcie, a mimo wszystko zaskoczyły i utarły nosa faworytom. Górnik swoje zrobił dzień wcześniej, w niedzielę zadebiutowała w Ekstraklasie Sandecja Nowy Sącz. Historyczny mecz dla ekipy z południa Polski odbył się w Poznaniu. Lepszego startu tej historycznej przygody nie mogli raczej sobie wymarzyć. Natomiast Lech… nie wiadomo, czy oszczędzają siły na ważny rewanż w Lidze Europy, ale raczej nie takiego wyniku spodziewali się kibice Kolejorza, który dzisiejszy mecz okrasili piękną oprawą. Tak jak można było się tego spodziewać to poznaniacy ruszyli do zdecydowanej ofensywy. Ale na pierwszą dobrą akcję trzeba było czekać około kwadransa. Gajos w dobrej akcji zagrał do Situma. Chorwat odegrał futbolówkę klatką piersiową do Majewskiego, ale strzał gracza Lecha ładnie wybronił Michał Gliwa. Kolejorz długo jeszcze przebywał na połowie beniaminka, ale nie mógł znaleźć recepty na pokonanie Gliwy. Blisko był Gajos z rzutu wolnego, ale bramkarz ekipy z Nowego Sącza był tego dnia dobrze dysponowany. Pod koniec pierwszej połowy to Sandecja mogła zaskoczyć rywala i zdobyć gola. Szczególnie groźnie zrobiło się po jednym z dośrodkowań, które niefortunnie przeciął Dilaver, ale na jego szczęście Jasmin Burić uratował go przed słabym przywitaniem z polską ligą.

W drugiej połowie Kolejorz już absolutnie dominował – ale tylko w statystykach. Wiele prób ofensywnych kończyło się fiaskiem. Często brakowało tego ostatniego podania albo lepszego rozegrania. Z ekipy Nenada Bjelicy szczególnie wyróżniał się Robert Gumny, który miał ciąg na skrzydle i często był widoczny w ofensywie poznaniaków. Beskutecznie. Sandecja ambitnie zagrał w obronie, a kiedy mogli, przechodzili z kontrą na połowę 3 drużyny ubiegłego sezonu. Kropkę nad „i” mógł w końcówce postawić nowy nabytek Lecha Christian Gytkjaer, jego silny strzał wpierw odbił się od Michała Gliwy i zmierzał w kierunku bramki, ale bramkarz beniaminka szybko ją złapał. Ostatecznie ekipa w biało-czarnych pasach mogła się cieszyć z pierwszego, historycznego punktu w Ekstraklasie. Przed Nenadem Bjelicą sporo roboty natomiast, jeśli chodzi o zgranie ekipy Lecha, w której jest bardzo dużo nowych twarzy.

 

Jakub Dziubek

fot. Arka Gdynia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here