test

    O piłce z przekąsem…czyli jak co środę Paweł Sepioło #2

    Zapraszamy do kolejnego felietonu z serii "O piłce z przekąsem…czyli jak co środę Paweł Sepioło"

    To był niesamowicie emocjonujący finał EURO 2000 rozgrywany na popularnym De Kuip, czyli stadionie Feyenoordu Rotterdam. Kiedy to Francuzi pod wodzą Rogera Lemerre’a mierzyli się z reprezentacją Włoch prowadzoną przez legendarnego Dino Zoffa. Oczywiście, jako kilkuletni dzieciak nie miałem prawa kojarzyć nawet połowy z tych faktów, ale jedno wspomnienie pamiętam bardzo wyraźnie… Ostatnie kilkadziesiąt sekund podstawowego czasu gry. Na tablicy wyników widnieje rezultat 1:0 dla piłkarzy z Italii. Jako zagorzały kibic Trójkolorowych nie umiem usiedzieć na kanapie. Moje palce są już całe sine od ściskania kciuków. Mówię do taty, że nie wytrzymuję tych emocji i odwracam się tyłem do telewizora. W myślach mam tylko jedno: „Żeby tylko Francja zdążyła strzelić gola, żeby tylko Francja zdążyła…”. Nagle rozlega się entuzjastyczny okrzyk komentatora. Strzelcem gola Sylvain Wiltord. Niemożliwe… A jednak! Po bramce, która padła w 90. minucie meczu już wiedziałem, że to się nie może skończyć inaczej jak zwycięstwem moich faworytów. Długo nosiłem w sercu małego kibica tę radość płynącą z wiktorii. Kilka dni później tato przyniósł mi gazetę, w której znalazł zdjęcia świeżo upieczonych mistrzów Europy. Pamiętam, że nazwiska wszystkich, łącznie z rezerwowymi, znałem na blachę! Barthez (nawet miałem jego bluzę bramkarską), Lizarazu, Thuram, Deschamps, Zidane, Henry, Trezeguet i wiele innych.

    Pewnie się zastanawiacie, dlaczego o tym w ogóle piszę? Otóż, już odpowiadam.
    Należy się Wam, Drodzy Czytelnicy, kilka słów wyjaśnienia w związku z nowo powstałym środowym cyklem „O piłce z przekąsem…”. Dzięki uprzejmości redakcji Footbar, jak Bóg da, będziemy mogli spotykać się co tydzień, by popatrzeć na football z nieco innej perspektywy. Moja świadoma przygoda ze światem piłki nożnej zaczęła się właśnie od wydarzenia opisanego powyżej. Nie przesadzę jeśli powiem, że na tamto wspomnienie dalej niejednokrotnie przechodzi mnie dreszcz niesamowitych emocji. Sporo czasu upłynęło od pamiętnego wieczoru, ale jedno pozostało niezmienne – football. Pasja. Miłość. Zachwyt. Życie. To jest moje piłkarskie credo.

    Nie uznaję się za fachowca. Nie szukam poklasku, bo też nigdy (nawet na boisku) nie grałem pod publiczkę. Wierzę, że znajdziemy wspólny język, bo cóż innego ma zbudować tę nić porozumienia niż uwielbienie tej samej dyscypliny sportu.

    – Jeśli znasz zapach i smak futbolówki, której odpadały łaty, gdy kopaliście ją z kolegami;
    – Jeśli wiesz co to mecz o honor rozgrywany pomiędzy dwoma sąsiednimi podwórkami;
    – Jeśli wiesz co to krzyk wyglądających z okien sąsiadek w reakcji na złamanie zakazu gry pod blokiem;
    – Jeśli… (sam sobie dopowiedz) – będziemy nadawać na tych samych falach. Nawet gdy przeczytasz kilka (na pewno będzie ich więcej) gorzkich słów z mojej strony, to po pierwsze będzie to moje subiektywne zdanie, a Ty, Drogi Czytelniku, będziesz mógł w oparciu o nie sformułować swoją własną refleksję. Po drugie, zawsze będzie to podyktowane troską o piłkę nożną.

    Nie ma się co obrażać, że świat footballu poszedł w ostatnich latach bardzo mocno w stronę pieniądza. Jednakże dla mnie za herbem piłkarskiego klubu nie kryją się dolary szejka, oligarchy, czy innego milionera, a przede wszystkim tożsamość, charakter, praca zespołowa
    i duch walki fair-play. Tym większa rola do odegrania dla nas, by blask monet zamienić w blask sedna piłki. Dziś nie mówi się o niesamowitych comeback’ach, zwycięstwach drużyn – kopciuszków, zawodnikach – wiernych aż po grób jednemu klubowi. Dziś na ustach wszystkich są kwoty, premie, spekulacje, zarobki. Naszym zadaniem, wręcz obowiązkiem, jest sprawić, by pokoleniu, dla którego karą jest wyjście na podwórko/boisko, przypomnieć o uniwersalnej wartości footballu. Ja taką szansę otrzymałem od mojego taty i ona zmieniła moje życie. Czas samemu zakasać rękawy!

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Zobacz również

    Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.